Ponownie temat studiów...
Tym razem z tej gorszej strony, także ci z Was, którzy nie mają ochoty na defekację nienawiścią, niech lepiej od razu wyjdą i cieszą się spokojną sobotą.
Dzisiaj w sumie nawiązanie do wczorajszego posta, ale inne ujęcie.
Przechodząc do meritum.
Jak często usłyszeliście od osoby na profilu biologiczno-chemicznym, że chce iść na coś innego, niż medycyna, stomatologia czy kosmetologia?
A jak często ktoś z profilu humanistycznego powiedział Wam, że nie planuje studiów prawniczych ani dziennikarskich?
Bo albo to ja pytam złych osób, albo jest tak, że zdecydowana większość ma w planach taką życiową drogę.
Ale właściwie dlaczego i czemu się tego czepiam?
Ponownie ujawnia się potęga marketingu.
Te kierunki są modne. Dlaczego? Bo można mieć po nich (przepraszam za kolokwializm) niezłą kasę.
Ha! No dobra. Ale czy tylko o to chodzi?
No nie, na nie najtrudniej się dostać, to jeszcze można pokazać komuś, że jest się lepszym.
Ludzie lubią się sztucznie dowartościowywać, bo są niesamowicie słabi psychicznie i nie potrafią istnieć bez akceptacji innych.
Z resztą...
Po co pracować po 8 godzin dziennie i zarabiać 2 tysiące na miesiąc, jak można za 15 minutową konsultację skasować 150 zł.
I tu jest właśnie problem.
Ludzie nie idą na medycynę czy prawo, bo to ich interesuje.
Traktują to raczej jako <strong>inwestycję</strong>. To nawet nie zawsze jest Ich wybór, tylko Ich rodziców.
Mam kolegę, który chciałby być informatykiem, ale idzie na medycynę. Przypadek?
Przyszli lekarze i prawnicy za młodu inwestują w prywatne lekcje, żeby porządnie zdać maturę. Na tyle porządnie, na ile wymagają uczelniane progi punktowe.
No dobrze. Mają prawo. Nauczyli się, to się dostali.
Ok, racja.
Aczkolwiek popatrzmy jeszcze dalej.
Takie studia to wieloletnia przeprawa. Studenci tych kierunków zazwyczaj nie mają czasu i siły, żeby jeszcze w trakcie roku akademickiego pracować, a chciałbym zauważyć, że nie każdych rodziców stać, żeby wyłożyć gotówkę nawet na kilkunastoletnie studia dziecka. Nie ważne, czy kochają to dziecko najmocniej na świecie, czy odrobinkę mniej. To jest horrendalna kwota pieniędzy. Na dodatek, rodzice mają obowiązek płacić tylko do 25 roku życia dziecka.
A później co?
Dla wielu niestety później jest już tylko koniec.
Państwo może powiedzieć, że są stypendia, zapomogi itd...
Niby są, ale to nie zawsze jest kwota pozwalająca przeżyć w obcym mieście. To nie jest też dla wszystkich. Stypendia są dla wybitnych studentów, a skoro im tak zależy, to niech się starają.
Ktoś jednak nie musi być akurat w danym roku najlepszy, chociażby z powodu przejściowych kłopotów zdrowotnych, a wtedy już pozamiatane.
Ja na przykład niesamowicie liczyłem na kredyt studencki. 600 zł miesięcznie, super sprawa. Spłacić trzeba, ale to spokojnie da radę. W końcu zaczyna się spłacać po studiach, a po to studiuję, żeby mieć pracę.
No cóż... Tata z powodów zdrowotnych przeszedł na zasiłek rehabilitacyjny, a tego prawo już nie przewidziało.
Prawo tamtego nie przewidziało, a ja próbuję teraz przewidzieć, czy dam radę finansowo wszystko ogarnąć, bo łatwo nie będzie.
Są osoby, które mają rodzica za granicą. Mają orzeczone alimenty, a to, że rodzic ich nie płaci, to już nasze prawo nie obchodzi.
Dlatego właśnie uważam, że sprawiedliwości nie ma nawet w szkolnictwie. Nie jest prawdą to, że pieniądze szczęścia nie dają, bo jeżeli dla kogoś, kto ma warunki intelektualne, szczęściem jest zostanie lekarzem i pomaganie ludziom w trudnych dla nich sytuacjach, bo choroby nigdy nie są miłe, a nie może nim zostać, bo nie stać go na utrzymanie się/dojazdy w trakcie studiów, to ewidentnie coś tu się spierdoliło.
Jeszcze raz namawiam do podejmowania decyzji ze względu na siebie, a nie ze względu na modę, "hajs" czy pragnienia rodziców.
Jeżeli nawet ukończysz prawo, medycynę, bo jesteś na tyle inteligentny i Cię na to stać, to nie znaczy, że będziesz w tym dobry i że będziesz szczęśliwy, bo to zależy od tego, czy kochasz to, co robisz.
Pieniądze są ważne, ale nie najważniejsze i da się je zarobić nie tylko po tych kierunkach studiów. Czasami nawet studiów nie trzeba, ale to już inna kwestia.
Dla przykładu- dwaj faceci kochali groszek konserwowy z chilli. Zrobili, zaczęli sprzedawać i są obrzydliwie bogaci. Nie byli po medycynie. Robili po prostu, to, co kochali.
Teraz jeszcze skromny apel do władz, ale też do ludzi, bo to ludzie mogą wspólnie wpłynąć na władzę.
Przemyślcie dokładnie, jak powinno naprawdę wyglądać wsparcie studentów, bo obecne przepisy nie są w żaden sposób sprawiedliwe. Może warto to zmienić?
Pozdrawiam!
sobota, 14 lipca 2018
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
I'm lovin', I'm livin', I'm pickin' it up
Czwartek, 19.07.2018. Zdecydowanie niezapomniany dzień. Wyobrażałem go sobie nie raz. Dawniej wydawało mi się, że będę skakał z radości pod...
-
Teraz zagadka. Czego jest coraz więcej na świecie, co doprowadza wielu ludzi do obłędu, autodestrukcji i innych negatywnych skutków, a na d...
-
Czwartek, 19.07.2018. Zdecydowanie niezapomniany dzień. Wyobrażałem go sobie nie raz. Dawniej wydawało mi się, że będę skakał z radości pod...
-
Jak co roku o tej porze ludzie są w szale świątecznych przygotowań. Mam wrażenie, że to święto stało się już bardziej tradycją, niż tylko ch...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz