sobota, 14 lipca 2018

Thoughtless

Teraz zagadka.
Czego jest coraz więcej na świecie, co doprowadza wielu ludzi do obłędu, autodestrukcji i innych negatywnych skutków, a na dodatek dzieli ludzi?
Głód? Wojna? Choroby?
Otóż nie. Powyższe rzeczy zazwyczaj sprawiają, że ludzie się łączą, grupują i współpracują. Więc o co mi znowu chodzi?
O nienawiść. Z mediów znamy ją jako "hejty".
Jej pokłady rosną w zatrważającym tempie, a ludzie nic nie robią, żeby temu zapobiec.
Sąsiedzi się nienawidzą, bo jeden ma nowy, sportowy samochód, a drugi szczęśliwą rodzinę, z którą może spędzać każdą chwilę życia.
Siostry się nienawidzą, bo jedna ma większy biust, druga gęstsze włosy.
Kluby sportowe się nienawidzą, bo ich drużyny ze sobą rywalizują.
Białoskóry nienawidzi ciemnoskórego, bo "kradnie miejsca pracy rodakom" (tak, słyszałem takie argumenty), a ciemnoskóry nienawidzi "białasa", bo ten jest innego wyznania.
Aż mam ochotę zapytać dosadnie: NA CHUJ TO WSZYSTKO?! CZY WAS LUDZIE DO RESZTY POJEBAŁO?!
Ale, że jestem spokojnym, młodym, kulturalnym człowiekiem, to...
Nie, jednak nie jestem, więc:
CZY WAS NAPRAWDĘ POPIERDOLIŁO?
Zamiast zazdrościć, nienawidzić czy złościć się, nie łatwiej jest zwyczajnie kochać? Ludzie popełniają samobójstwa przez WAS. Dokładnie przez to, że nie potraficie się wyżyć w cywilizowany sposób i żeby pokarmić własne ego, próbujecie zgnoić innych. Czy człowiek z głupim profilowym na fb naprawdę zasłużył, żebyście przeklęli całą jego rodzinę? Czy to, że ktoś modli się w cerkwi, porozumiewa się w innym języku, albo po prostu ubiera się inaczej niż wy, jest powodem do tego, żeby zwyzywać go, pobić czy nawet zamordować? Znęcanie się psychiczne skutkujące zachowaniami autodestrukcyjnymi, jak samookaleczenia, a nawet samobójstwem też jest swego rodzaju mordem. Wystarczy odpuścić i "pokochać bliźniego". Okazać ludzkie emocje. To naprawdę nie boli!
Tak, wiem, że brzmi to dość infantylnie, ale...
Nie chodzi mi zaraz o całowanie wszystkich po piętach, ale jeżeli nie zaczniemy się szanować, a nawet lubić, to w końcu każdy z nas może się znaleźć w sytuacji, w której będzie potrzebował pomocy, a co najwyżej usłyszy:
POCAŁUJ MNIE
.
.
.
w dupę.
Od siebie dodam, że przez jakiś czas, kiedy skumulowała się we mnie nienawiść do pewnych osób, sytuacji, a nawet uczuć, usiłowałem robić sobie wrogów z każdego, kto tylko w jakikolwiek sposób mi nie podpasował.
Od razu dodam też, że to nie działa za dobrze. Takie zachowania powodują tylko dodatkowe spięcia, plotki, obelgi, "hejty", a przez to poziom frustracji wrasta do niewyobrażalnych rozmiarów. Oczywiście nie jest to też neutralne dla organizmu. Zauważyłem, że w tym czasie zdecydowanie gorzej się czułem, miałem problemy z koncentracją, byłem ogólnie drażliwy, wiecznie zmęczony i nawet moje pasje nie cieszyły mnie tak, jak zazwyczaj mnie cieszą.

Dobra. Problem chyba wystarczająco tknięty. To nadszedł czas na propozycję poradzenia sobie z nim.

Według mnie najskuteczniejsze będzie po prostu szukanie cech, które nas łączą z innymi, zamiast tych, które nas dzielą.

Dla przykładu.
Ja uwielbiam metal, rock i jestem punkiem. Gram na gitarze, śpiewam, nagrywam kawałki, piszę teksty o tym, jak bardzo irytuje mnie niesprawiedliwość.
Znajomy jest miłośnikiem sportowego stylu ubioru (tzw "dresem"), słucha rapsów, ma kumpli, z którymi w undergroundzie koncertują przed innymi miłośnikami takiej muzyki, którzy podobnie jak on, są zdołowani "betonowymi realiami".
Można rzec, że to dwa przeciwstawne światy. Można się z tym zgodzić i wykluczyć się nawzajem. Tylko po co?
Można przecież równie dobrze zauważyć, że obaj bohaterowie mają pasję, na dodatek taką samą- MUZYKĘ- i nie przepadają za tym, co się dzieje w ich okolicy. To człowiek wymyślił podziały na gatunki, style i tym podobne, ale muzyka zawsze pozostanie muzyką, a człowiek pozostanie człowiekiem. Coś, co dotychczas dzieliło dwójkę ludzi, może ich połączyć.
Co z tego, że ja słucham metalu, klasyki i ogółem trudnej w odbiorze muzyki, a kolega wielbi stare, dobre disco-polo? Jesteśmy super kumplami, dobrze się dogadujemy i dziękuję Bogu, że Go poznałem.
Dążąc do konkluzji.
Nie wykluczajmy ludzi ze względu na to, że interesują się czymś pozornie innym, od tego, co pochłania naszą uwagę. Wystarczy przyjrzeć się uważniej, a zauważymy, że łączy nas więcej, niż moglibyśmy się kiedykolwiek spodziewać. Każdy potrzebuje akceptacji, inaczej czuje się samotny. Dzięki temu, że komuś oferujemy akceptację, mamy ogromną szansę na to, żeby samemu ją zdobyć, a jedynie człowiek wolny (zarówno fizycznie, jak i psychicznie) może być szczęśliwy.

Tym pokojowym akcentem kończę wpis. Polecam to do przemyślenia, a jak wiadomo, najlepiej myśli się przy muzyce, więc standardowo pozycja z mojej muzycznej biblioteczki:


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

I'm lovin', I'm livin', I'm pickin' it up

Czwartek, 19.07.2018. Zdecydowanie niezapomniany dzień. Wyobrażałem go sobie nie raz. Dawniej wydawało mi się, że będę skakał z radości pod...