sobota, 14 lipca 2018
E...unuch?
Erudyta. Nie mylić z eunuchem. Według słownika osoba oczytana, z dużą, rozległą wiedzą. Jednak kiedyś spotkałem się z innym wyjaśnieniem tego pojęcia. "Osoba, która wiedzę czerpie z każdego możliwego źródła". Tłumacząc, nie chodzi tu o to, że ktoś uczy się 24/7, a raczej o to, że nawet z bajki dla przedszkolaków potrafi wyciągnąć jakieś życiowe lekcje.
Dlaczego o tym piszę?
Podobno jestem erudytą.
Czy jest to fajne?
Zdecydowanie tak.
Czy łatwiej mi przez to w życiu?
Tu odpowiedź już nie jest taka prosta, bo jak wszystko, ma to swoje wady i zalety.
Może najpierw przedstawię te najistotniejsze pozytywy i negatywy.
Wiadomo, łatwiej w szkole, mniej trudności sprawia mi łączenie faktów, łatwiej zapamiętuję (często nawet głupoty teoretycznie nikomu do życia niepotrzebne). Ogółem potrafię często ogarnąć wiedzę ponad mój aktualny w danym czasie poziom edukacji. Nie zawsze, ale zdarza się. Poza tym jestem dość uniwersalny. Lubię zarówno tak zwane nauki humanistyczne, przyrodnicze i ścisłe. Właściwie dla mnie te podziały nie istnieją, bo to wszystko po prostu dotyczy świata i życia, a jak wiadomo, świat to świat. Cała wielka wspólna koegzystencja.
Negatywy.
Tu się zaczyna ciemna strona mocy... Oczywiście chciałbym zaznaczyć, że to, co tu piszę, jest mocno subiektywne. W każdym razie, jak w tytule. Erudycja to nieposkromiona i nienasycona żądza. Żądza wiedzy. Jeżeli nie przyswoję jakiejś dziennej dawki informacji, to zwyczajnie nie zasnę. Po takich "pustych dniach" nadchodzi barwna noc, gdzie rozmyślam nad milionem spraw, przez co zasypiam "bardzo wcześnie". Zazwyczaj koło 4 albo 5 nad ranem. Problem jest też z podejmowaniem decyzji odnośnie drogi życiowej. W trakcie myślenia o kierunku studiów przebrnąłem przez wokalistykę klasyczną, musicalową, pirotechnikę, biotechnologię, architekturę, medycynę sądową, ogrodnictwo, prawo, psychologię, neuroinformatykę, biofizykę molekularną, inżynierię nanostruktur i wiele innych. Po prostu nie umiem się skupić na jednej dziedzinie, tylko potrzebuję stymulacji z różnych zakresów. Przykładowo rano poczytam o nanobotach w medycynie, a wieczór spędzę z tomikiem Słowackiego. Można też zauważyć nie lada problemy z komunikacją społeczną. Czasami, jak się rozpędzę, to zaczynam przytaczać zbyt dużo faktów, czy też ujmuję temat zbyt szeroko, przez co zanudzam swojego rozmówcę.
Z takich bardziej przyziemnych rzeczy, to na przykład bolesne jest to, ile pieniędzy wydaję na książki, gazety...
No i w trakcie oglądania filmu, albo na lekcji, gdy usłyszę jakiś ciekawy tekst, to potrafię się zawiesić na wystarczająco dużo czasu, żeby kompletnie pogubić się w fabule/tematyce.
Teraz mały poradnik.
Jeżeli masz problemy z nauką, albo chcesz się uczyć jeszcze efektywniej, to jest kilka sposobów, by nauczyć swój mózg tego nieprzemijającego głodu nowinek.
Co prawda ja swoją ciekawość mam wrodzoną w pewnym stopniu, ale widzę, jak bardzo się rozwinęła w przeciągu tych 19 lat życia. Aczkolwiek właśnie kluczowym elementem napędzającym żądzę wiedzy, czyli ten stan, kiedy mózg o wiele chętniej chłonie informacje, jest ciekawość. Musicie sami siebie zaciekawić rzeczami, których chcecie się nauczyć. Na przykład macie sprawdzian z historii, ale kompletnie nie interesujecie się II Wojną Światową. Poszukajcie jednak elementów, które Was zaciekawią, na przykład stosowane bronie chemiczne, które były dość istotne dla całego konfliktu, a jeżeli już mózg nastawi się na te tory przyswajania kolejnych informacji, to możecie wpleść pomiędzy czytane artykuły podręcznik, w którym macie te mniej fascynujące wątki. Wtedy nie dość, że nauczycie się na sprawdzian z podręcznika określone tematy, to macie jeszcze większy zakres wiedzy i poświęcicie na to wszystko mniej wysiłku, niż na wkuwanie na blachę.
Kolejnym elementem jest po prostu pytanie samego siebie o to, jak działają otaczające nas rzeczy, mechanizmy czy zjawiska. Najpierw sami pogłówkujcie, zastanówcie się, czy kiedyś skądś o tym danym czymś nie słyszeliście. Jeżeli nie, to od czego macie internet? Tak, w internecie jest więcej możliwości niż tylko zwiedzanie FB czy pudelka.
Dodatkowo polecam pochylanie się nad cytatami, poezją i artykułami, które być może nawet zawierają mało życiowe mądrości, albo wręcz banalne, ale potraktujcie to jak pompki na siłowni. Zawsze to jakieś ćwiczenie. Może doktoratu za to nie zdobędziecie, ale każdy trening to dobry trening. Pod warunkiem, że przeprowadzony z rozsądkiem.
Znajdźcie też coś, co stymuluje Waszą kreatywność. Ja najlepiej czuję się w towarzystwie muzyki. Jest to dla mnie tak bogate źródło emocji i przeżyć, że mogę dumać samotnie w towarzystwie tych uporządkowanych nut całymi godzinami. Może to dość absurdalne, ale najlepiej mi się myśli przy jak najcięższej muzyce. Co nie wyklucza tego, że kogoś może bardziej "doładowywać" szum strumyka.
Nauczcie się też słuchać otoczenia. Kto może Nas więcej nauczyć o życiu niż sam świat? Przyjrzyj się zwierzętom, sąsiadom, roślinom. Postaraj się je zrozumieć. Dlaczego, skąd i po co?
No i najważniejsze. Dużo fantazjujcie. Na różne tematy. Chociażby jakby mogło wyglądać skonstruowane przez Was perpetuum mobile, albo czy połączenie nożyczek i łyżki to dobry pomysł i dlaczego mogłoby być przydatne. Każda wywołana przez Was myśl, każdy impuls powoduje pracę mózgu, a z mózgiem jak z mięśniami. Ćwiczycie- są efekty, nie ćwiczycie- uwsteczniacie się. Dlaczego niby macie się uwsteczniać? Ludzie, którzy chcą mieć idealną sylwetkę ciągle na nią pracują, a nie ma tak, że raz wyrobią i tak zostanie do końca życia. To samo z naszym centrum dowodzenia.
W skrócie: kreatywne myślenie, szukanie tego co nas ciekawi i stymulacja zarówno poprzez suche fakty, jak i główkowanie i marzenia.
Dodatkowo polecam w miarę możliwości unikanie "ogłupiaczy". Są nimi dla przykładu monotonna muzyka, która nie ma żadnego ładunku emocjonalnego, za to wprowadza nas w jakiś robotyczny trans, filmiki w internecie, które nie wnoszą niczego poza propagowaniem głupoty i wszelkie inne źródła reklamujące nudność, stateczność i brak rozwoju, czy to emocjonalnego, czy umysłowego.
I pamiętajcie: ze wszystkiego da się wynieść jakąś mądrość- trzeba nauczyć się jedynie ją dostrzegać.
Pozdrawiam serdecznie wszystkich, którzy przebrnęli przez ten wpis i życzę twórczego rozwoju!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
I'm lovin', I'm livin', I'm pickin' it up
Czwartek, 19.07.2018. Zdecydowanie niezapomniany dzień. Wyobrażałem go sobie nie raz. Dawniej wydawało mi się, że będę skakał z radości pod...
-
Teraz zagadka. Czego jest coraz więcej na świecie, co doprowadza wielu ludzi do obłędu, autodestrukcji i innych negatywnych skutków, a na d...
-
Czwartek, 19.07.2018. Zdecydowanie niezapomniany dzień. Wyobrażałem go sobie nie raz. Dawniej wydawało mi się, że będę skakał z radości pod...
-
Jak co roku o tej porze ludzie są w szale świątecznych przygotowań. Mam wrażenie, że to święto stało się już bardziej tradycją, niż tylko ch...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz