sobota, 14 lipca 2018

Another brick in the wall

Dla wielu rozpoczął się kolejny rok szkolny. Mnóstwo moich znajomych zaczęło właśnie naukę w klasie maturalnej. Osobiście jestem po tegorocznej maturze i niedługo jadę na studia. Ponad 400 km od domu... Ze wszystkich jednak stron napływa negatywna energia. Można pomyśleć, że to oczywiste, że ludzie boją się o to, czy zdadzą egzamin dojrzałości. Ciekawą jednak sprawą jest to, że nie tym przejmują się najbardziej.
To czym w takim razie?
Życiem.
Znam mnóstwo wspaniałych osób, które mają swoją życiową miłość- pasję. Chcieliby robić coś w życiu, ale...
No właśnie. Ale:
-rodzice im nie pozwalają
-kumple ich wyśmiali/wyśmieją
-rodzina twierdzi, że to głupi pomysł
-boją się, że nie dadzą rady
-nie mają pieniędzy
-nie mają po prostu odwagi, by zaryzykować
Zaraz, zaraz. Zaryzykować?
Dokładnie. KAŻDA decyzja to pewne ryzyko. Idąc na studia też ryzykujemy, że akurat z przyczyn losowych ich nie ukończymy, że nam się jednak nie spodobają, że będziemy za słabi w stosunku do innych osób z takim samym dyplomem, żeby dostać pracę, albo po prostu dla ludzi z naszym wykształceniem pracy nie będzie.
No dobra. Racja.
Jedne decyzje wiążą się z większy ryzykiem, drugie z mniejszym.
Ale czy tak jest naprawdę?
Jeżeli będę się dobrze uczył, moim marzeniem będzie estrada, ale pójdę na prawo, bo po prawie zawsze jest dobra kasa, to czy ryzykuję mniej?
Nie.
Wtedy po pierwsze nie włożę w swoją pracę tyle serca, będę unieszczęśliwiony, wystąpi brak poczucia spełnienia, bo to będzie na siłę. Może w przyszłości dostanę depresji z tego powodu. Poza tym mogę żałować, że nie zaryzykowałem. Wybór rozsądny nie zawsze jest dobry. Jeżeli pójdę na studia wokalne, to może nie mam największej skali głosu na świecie, nie będę najlepszy technicznie, ale będę robił to, co kocham. Zauważcie, że najlepsza muzyka to ta, która ma duży ładunek emocjonalny. Ona wtedy jakby do nas przemawia.
Tak jest ze wszystkim.
Róbcie tylko to, co kochacie, chyba, że zależy od tego akurat Wasze życie, to można odstąpić na jakiś czas od drogi wskazanej przez serducho.
Ktoś mi teraz może zarzucić hipokryzję, bo sam chciałem iść na śpiew i to za granicę, ale w dupie się poprzewracało i idę na biofizykę i ogrodnictwo. Heh.
Otóż powiem tylko tyle, że to nie do końca rozsądek, chociaż mogłoby się tak zdawać.
Kocham rośliny od zerówki. To ewidentnie też moja życiowa pasja (jedna z kilku) i zawsze lubiłem wymyślać wygląd ogrodów niczym z bajki.
Biofizyka to na pewno nie wybór rozsądku, bo orłem nie jestem ani z matmy, ani z fizyki, ale bardzo mnie ciekawią te nauki, bo wiem, że to one pozwalają coraz lepiej zrozumieć i opisać świat, a chyba tego potrzebuję.
Śpiew natomiast odłożyłem w czasie. Chcę się wbić w klimat studiów, chcę, żeby głos dojrzał dokładnie, a śpiewu i muzyki nie porzucę nigdy. Takie już moje uzależnienie.
Teraz prosty apel, do wszystkich:
Po pierwsze nie kierujcie się oczekiwaniami od innych. W końcu to Wasze życie i wiecie, czego chcecie.
Po drugie, podejmujcie decyzje z serca. SWOJEGO SERCA. Oczywiście nie chodzi mi o to, że jak kochacie Biebsa, to jedziecie pod Jego dom, bo wierzycie, że Wam się oświadczy. Mam bardziej na myśli to, że nie można obawiać się ryzyka, bo ono występuje WSZĘDZIE. Nie ważne co zdecydujecie, zawsze, ale to ZAWSZE podejmujecie jakieś wyzwanie i jest obawa, że coś się sypnie. No i nie słuchajcie innych. Oni nie znają Was tak, jak Wy sami znacie siebie w głębi. Może Wasi przyjaciele, znajomi, rodzina chcą dla Was jak najlepiej, ale nie zapominajcie, że zawsze patrzą subiektywnie. To, co Oni pojmują za radość i szczęście, dla Was może być katorgą.
Po prostu nie bójcie się być sobą, bo nikt tak naprawdę nie ma prawa czy możliwości, by zabronić Wam bycia cegłą w murze z pustaków. Nie Wasza wina, że ktoś Was chciał tam upchać. ;)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

I'm lovin', I'm livin', I'm pickin' it up

Czwartek, 19.07.2018. Zdecydowanie niezapomniany dzień. Wyobrażałem go sobie nie raz. Dawniej wydawało mi się, że będę skakał z radości pod...